- Wpierw chciałbym się dowiedzieć, jak się zwiesz i skąd pochodzisz.
- Nazywam się Dakar. Przybywam znikąd, prowadziłem odkąd tylko pamiętam koczowniczy tryb życia.
- Odkąd pamiętasz, czyli od kiedy? - dopytywałem się dalej.
- Odkąd nie straciłem pamięci.
- Kiedy to było?
- Około miesiąca temu, panie.
- Hm... czyli mam rozumieć, że większości swojej historii nie pamiętasz, gdyż utraciłeś pamięć?
- Zgadza się.
- Rozumiem... - mruknąłem jednocześnie "wchodząc" do jego głowy. Chciałem najpierw przejrzeć jego wspomnienia, czy aby na pewno mówi prawdę, i czy niczego przede mną nie ukrywa. Jak się okazało rzeczywiście spora część stanowiła niezrozumiała, bezkresna ciemność, a pozostała część prezentowała dość odrażające widoki pełne krwi i wszechobecnego mordu. Basior najwyraźniej nosił w sobie demona, którego należało ujarzmić. Przyglądając się jego postępowaniom, można z łatwością wywnioskować, że jest doskonałym wojownikiem i świetnie sprawdza się w terenie.
- Zostałeś przyjęty. - oświadczyłem bez odrobiny wzruszenia na pysku. Basior na te słowa natychmiast nisko mi się ukłonił. Przynajmniej ktoś ma do władcy dość szacunku, w przeciwieństwie do większości niekulturalnych dzieciaków, które zdążyły się już ostatnimi czasy tutaj przypałętać.
- Bardzo dziękuję, Wasza Wysokość.
- Tylko powiedz mi jeszcze... jakie stanowisko stanowi twoje marzenie?
Wilk wyprostował się i przez chwilę zamyślił, po czym przemówił:
- Nie zastanawiałem się nad tym. Co mi wskażesz, niech tak będzie.
Zaiste, coraz bardziej podoba mi się ten cały Dakar. Może być dobrym podwładnym, a tym bardziej posłusznym.
- Widziałbym cię w wojsku, na stanowisku szeregowego, szpiega, bądź zamaskowanego mordercy. - oświadczyłem. - Możesz sobie wybrać dwie lub jedną z tych rzeczy.
- To w takim razie zostanę zamaskowanym mordercą i szpiegiem, jeśli można. - odrzekł.
- Dobrze więc. Moja małżonka wskaże ci dom, w którym od dziś będziesz mieszkał.
- Jeszcze raz bardzo dziękuję. - odrzekł zaszczycony basior. Skinąłem lekko głową dając znak, że może już odejść. Jade podążyła za nim wiedząc, co ma robić.
<Dakar?>
"Wszelkie wilki, czy to zza morza, czy zza gór, wszystkie łączcie się tu. Tutaj cała potęga z nami wzrasta, powstają coraz większe miasta. Nikt nam się nie sprzeciwi, nawet ci najbardziej chciwi."
Strony
- Kronika
- Jak dołączyć?
- Rodzina królewska
- Basiory
- Wadery
- Szczeniaki
- Lisy
- Hierarchia
- Regulamin, waluta i reklama
- Magiczne przedmioty
- Historia i legendy
- Władza (punkty)
- Wiara i święta
- Odeszli/Cmentarz
- Opowiadania +18
- Sojusznicy i wrogowie
- Terytoria
- Postacie niezależne
- Mieszkania
- Bibioteka Złamanego Skrzydła
- Konkursy
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Glory. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Glory. Pokaż wszystkie posty
piątek, 19 czerwca 2015
piątek, 6 marca 2015
Od Glorego "Wojna"
Patrzyłem z wyraźnym obrzydzeniem na pole bitwy. Wszyscy skakali sobie do gardeł nie bacząc nawet na to, czy wróg czy przyjaciel. Targała nimi niewyobrażalna nienawiść i ból, czyniąc na co dzień miłe i przyjazne wilki w prawdziwe bezduszne potwory, będące istnymi maszynami do zabijania. Z Watahy Magicznych Wilków nawet na wojnę puszczono szczeniaki... Zabawne. Na pewno sobie poradzą w takich warunkach. Te umazane pyski od krwi, połamane pazury od mocnych ciosów, brudne futro z wycieńczenia, widoczne żebra z niedożywienia, obdarta skóra... Uroki wojny. Stałem na skale i patrzyłem na wszystko z góry. Po co mam walczyć? Gdybym ruszył w bój wszyscy uciekliby z podkulonym ogonem. Co jakiś czas ktoś wołał moje imię prosząc o pomoc, lecz ja pozostawałem niewzruszony. Skoro są tacy samodzielni, to chyba powinni sobie radzić sami, nieprawdaż? Co kilka minut wrzaski cierpienia przerywał ryk piły mechanicznej oraz inne przerażające dźwięki. Słyszałem cudze myśli i aurę emocjonalną, w której przeważała zdecydowanie brudna czerwień wskazująca na dużą agresję, wściekłość i brutalność. Dodatkowo gdzieniegdzie widoczny był brąz mówiący o pokorze i poświęceniu. Rzadko kiedy dało się zauważyć inne barwy. W pewnym momencie poczułem ostry odór brudnego i mocno zaniedbanego wilczego ciała, pomieszanego z aromatem krwi i smrodem potu. Ktoś chciał mnie zaskoczyć od tyłu. Była to biało-granatowa wadera z wrogiej watahy. Wiedziałem takie rzeczy, nawet nie oglądając się za siebie, gdyż nie tylko posiadam wszystkie możliwe żywioły i talenty, ale i także przepowiadam przyszłość. Zdawałem sobie z tego sprawę, że za chwil kilka zbliży się na tyle, bym mógł ją "zobaczyć". Mimo to miałem przed oczyma niewyraźną wizję najbliższych kilku minut. Nie drgnąłem ani trochę, by nie wzbudzać podejrzeń wadery. Po chwili usłyszałem jej sapanie, ten zmęczony, lekko szaleńczy oddech... Najwidoczniej wojna naruszyła jej psychikę.
W pysku zaciskała rękojeść zdobionego miecza. Gdy wzięła nim zamach, ja wykonałem błyskawiczny ruch, tak, że wadera nawet nie zdążyła zorientować się, co się dzieje. Przerzuciłem ją sobie bez trudu przez ramię, w taki sposób, że dość mocno nadwyrężyła kręgosłup. Jęknęła z bólu i nie mogła się podnieść z ziemi. Podszedłem do niej.
- I co? Warto było próbować się zbliżyć? - syknąłem tak, by wzbudzić w niej jak najwięcej negatywnych emocji. Jej aura była dwukolorowa: pół brudnoczerwona, pół zupełnie czarna.
- Zaraz zginiesz! - wykrzyknęła zachrypniętym głosem próbując dźwignąć się na łapy. Wywracając dramatycznie oczami uderzyłem ją z prostej łapy w kark powodując, że ta straciła na moment wzrok i zwyczajnie zasłabła. Patrzyłem na jej nieruchome ciało jak na najbardziej oślizgłego i odrażającego robala. Kopnąłem ją by sprawdzić, czy żyje. Mięśnie wciąż były sztywne, co oznaczało, że jednak się zbudzi. Westchnąłem cicho. Że też takie niewychowane wilki mają prawo żyć... Nic tylko by mordowały. W tym momencie gdzieś w tle mignęła mi moja partnerka wymachująca piłą mechaniczną. A cóż ona wyrabia? Wbiłem spojrzenie w waderę i podążałem oczyma w ślad za nią. Eh... Nie będę ukrywał, że szczerze załamałem się tym, co przed chwilą miałem okazję zobaczyć. Królowa wielkiego imperium z piłą w dłoni? Nie, to się aż po prostu w głowie nie mieści.
Udałem, że niczego nie widziałem. Zmieniłem się w człowieka i wyczarowałem sobie tą kosę śmierci, która początkowo zrobiła dość sporą furorę wśród oddziałów Zjednoczonego Królestwa. Powstrzymałem się jednak w zadaniu ciosu nieprzytomnej waderze. Wiedziałem o tym doskonale, że kobiet się nie bije, lecz ta stanowiła wyjątek. Chyba ten jeden raz mogę "zaszaleć", prawda? Popatrzyłem uważnie na kosę, którą trzymałem w dłoni. Przecież to złe... To znaczy kosa zła, bo zbyt słaba. Wzbogaciłem przedmiot na mocy napełniając go maną. Runy, które wcześniej były na niej już namalowane zaczęły lekko błyszczeć na fioletowo. Tak, teraz jest dobrze. Wziąłem zamach i wbiłem w ciało wadery, która w tej samej chwili zbudzona szeroko otworzyła oczy. Nienawistne spojrzenie szybko zgasło. Z obrzydzeniem zepchnąłem ją ze skały tak, że spadła w dół i sturlała się ze stromego zbocza. Zasłużyła, bo w końcu przecież ubrudziła mi swoją krwią nowy garnitur.
poniedziałek, 16 lutego 2015
Od Glorego "Dołączam, śliczna" cz. 9 (cd. Nathaniel)
- Eee... No po prostu. Nie miałem nawet zamiaru czegokolwiek jej zrobić.
- Ale jednak doszło do rękoczynów pod postacią gwałtu.
- Ile razy mam powtarzać, że nic takiego się nie wydarzyło?! - basior pod wpływem nerwów pomieszanych z paniką uderzył pięścią w ławkę, o którą dotychczas się opierał.
- Nathanielu, proszę o niepodnoszenie głosu. - odparł ostro Carter.
- Dobrze, przepraszam. - mruknął rozdrażniony.
- Ma pan coś na udowodnienie swojej niewinności?
Nathaniel z przerażeniem popatrzył w podłogę nie wiedząc, jak się wytłumaczyć. Już go mam... Niestety, ale moje szczęście przerwał huk spowodowany raptownym otwarciem drzwi prowadzących na salę sądową. Do środka wpadła ciemnobrązowa wadera z telefonem w ręce.
- Ja mam dowody! - wrzasnęła.
- Proszę ją stąd wyprowadzić... - syknąłem.
- Ale ja wiem, jak było naprawdę!
- Wyślijcie ją więc na poczekalnie, niech poczeka, aż zostanie wezwana na salę. - mruknąłem. Wilk pełniący rolę policjanta chwycił ją mocno pod ramię i szarpnięciem wyciągnął z sali. Oby nie okazało się, że ma jednak ona rację... Należy jej odebrać to nagranie, im szybciej, tym lepiej. Gdy wzrok publiczności był skupiony na wyprowadzanej waderze, odwróciłem głowę w stronę stojącej za mną Roni.
- Hej... - szepnąłem.
- Słucham? - odparła spoglądając na mnie tymi swoimi bystrymi ślepiami.
- Masz odebrać komórkę tej waderze, która przed chwilą tu przyszła. Z całą pewnością nagranie, które posiada jest sfałszowane. - skłamałem, a kłamać umiem doskonale.
- Oczywiście. - rzekła i ukradkiem wyszła z sali kierując się na korytarz. Nikt tego nie zauważył. To jest zaleta lisów: sprytne, inteligentne, szybkie i giętkie. Są, a za chwilę już ich nie ma. Zwróciłem swój wzrok ponownie na Nathaniela.
- A więc słuchamy. Niech przedstawi pan swoją wersję wydarzeń.
Basior na roztrzęsionych łapach zdobył się tylko na powrót na ławkę.
- Proszę... Niech teraz świadkowie się wypowiadają... Mi już aż po prostu brak słów... - wykrztusił nie zwracając uwagi na stróżki potu sączące mu się z czoła. Spojrzałem łaskawie w stronę Maho.
- A więc udzielam pani głosu. Proszę się przedstawić i przedstawić swój wiek oraz zatrudnienie.
- Nazywam się Maho, mam ukończone 2 lata. Zajmuję się organizowaniem przyjęć w Białym Królestwie, dorabiam jako wyrocznia. Odpowiadam również za nabór nowych wilków.
- A więc słuchamy pani wersji wydarzeń.
- Siedziałam sobie spokojnie w barze, gdy ten nagle podszedł i zaoferował, że zapłaci za cały alkohol i tyle, ile chcę. Zaprzeczyłam, lecz on dalej nalegał. W końcu się zgodziłam, a później film się urwał... - powiedziała przez cały czas wpatrując się w podłogę, zupełnie jakby tam było coś niesamowicie ciekawego. Tańczyła dokładnie tak, jak jej grałem. Świetnie skłamała.
Skinąłem głową w stronę wilka-policjanta pilnującego drzwi prowadzących na salę sądową. Ten od razu zorientował się, o co go proszę i wyszedł za drzwi.
- Świadek Jasmine jest proszony na salę.
- Zaraz, zaraz... - wtrącił nagle Alex, co przykuło uwagę wszystkich obecnych. Już chciałem go skarcić za niekulturalność, lecz ten ciągnął dalej:
- A co z tym nagraniem? Tak się składało, że ja też widziałem to co się stało. Do niczego nie doszło. Porozmawiali i poszli. Na tym koniec. Nie widzi pan, że Maho została zmuszona do kłamstwa?
W środku aż gotowałem się ze złości, ale ostatkiem sił powiedziałem w miarę spokojnie, perfekcyjnie kryjąc roztrzęsiony głos:
- A co ma pan na swoje udowodnienie?
- Monitoring oraz nagranie tamtej wadery.
Nathaniel wydał się być trochę spokojniejszy, dzięki temu, że ktoś jednak stanął po jego stronie. Wilki obecne na sali posyłały mi zdezorientowane spojrzenia, nie wiedząc już co myśleć o tym całym zajściu.
- A więc poproszę o te nagrania. - powiedziałem po chwili milczenia.
- Ale jednak doszło do rękoczynów pod postacią gwałtu.
- Ile razy mam powtarzać, że nic takiego się nie wydarzyło?! - basior pod wpływem nerwów pomieszanych z paniką uderzył pięścią w ławkę, o którą dotychczas się opierał.
- Nathanielu, proszę o niepodnoszenie głosu. - odparł ostro Carter.
- Dobrze, przepraszam. - mruknął rozdrażniony.
- Ma pan coś na udowodnienie swojej niewinności?
Nathaniel z przerażeniem popatrzył w podłogę nie wiedząc, jak się wytłumaczyć. Już go mam... Niestety, ale moje szczęście przerwał huk spowodowany raptownym otwarciem drzwi prowadzących na salę sądową. Do środka wpadła ciemnobrązowa wadera z telefonem w ręce.
- Ja mam dowody! - wrzasnęła.
- Proszę ją stąd wyprowadzić... - syknąłem.
- Ale ja wiem, jak było naprawdę!
- Wyślijcie ją więc na poczekalnie, niech poczeka, aż zostanie wezwana na salę. - mruknąłem. Wilk pełniący rolę policjanta chwycił ją mocno pod ramię i szarpnięciem wyciągnął z sali. Oby nie okazało się, że ma jednak ona rację... Należy jej odebrać to nagranie, im szybciej, tym lepiej. Gdy wzrok publiczności był skupiony na wyprowadzanej waderze, odwróciłem głowę w stronę stojącej za mną Roni.
- Hej... - szepnąłem.
- Słucham? - odparła spoglądając na mnie tymi swoimi bystrymi ślepiami.
- Masz odebrać komórkę tej waderze, która przed chwilą tu przyszła. Z całą pewnością nagranie, które posiada jest sfałszowane. - skłamałem, a kłamać umiem doskonale.
- Oczywiście. - rzekła i ukradkiem wyszła z sali kierując się na korytarz. Nikt tego nie zauważył. To jest zaleta lisów: sprytne, inteligentne, szybkie i giętkie. Są, a za chwilę już ich nie ma. Zwróciłem swój wzrok ponownie na Nathaniela.
- A więc słuchamy. Niech przedstawi pan swoją wersję wydarzeń.
Basior na roztrzęsionych łapach zdobył się tylko na powrót na ławkę.
- Proszę... Niech teraz świadkowie się wypowiadają... Mi już aż po prostu brak słów... - wykrztusił nie zwracając uwagi na stróżki potu sączące mu się z czoła. Spojrzałem łaskawie w stronę Maho.
- A więc udzielam pani głosu. Proszę się przedstawić i przedstawić swój wiek oraz zatrudnienie.
- Nazywam się Maho, mam ukończone 2 lata. Zajmuję się organizowaniem przyjęć w Białym Królestwie, dorabiam jako wyrocznia. Odpowiadam również za nabór nowych wilków.
- A więc słuchamy pani wersji wydarzeń.
- Siedziałam sobie spokojnie w barze, gdy ten nagle podszedł i zaoferował, że zapłaci za cały alkohol i tyle, ile chcę. Zaprzeczyłam, lecz on dalej nalegał. W końcu się zgodziłam, a później film się urwał... - powiedziała przez cały czas wpatrując się w podłogę, zupełnie jakby tam było coś niesamowicie ciekawego. Tańczyła dokładnie tak, jak jej grałem. Świetnie skłamała.
Skinąłem głową w stronę wilka-policjanta pilnującego drzwi prowadzących na salę sądową. Ten od razu zorientował się, o co go proszę i wyszedł za drzwi.
- Świadek Jasmine jest proszony na salę.
- Zaraz, zaraz... - wtrącił nagle Alex, co przykuło uwagę wszystkich obecnych. Już chciałem go skarcić za niekulturalność, lecz ten ciągnął dalej:
- A co z tym nagraniem? Tak się składało, że ja też widziałem to co się stało. Do niczego nie doszło. Porozmawiali i poszli. Na tym koniec. Nie widzi pan, że Maho została zmuszona do kłamstwa?
W środku aż gotowałem się ze złości, ale ostatkiem sił powiedziałem w miarę spokojnie, perfekcyjnie kryjąc roztrzęsiony głos:
- A co ma pan na swoje udowodnienie?
- Monitoring oraz nagranie tamtej wadery.
Nathaniel wydał się być trochę spokojniejszy, dzięki temu, że ktoś jednak stanął po jego stronie. Wilki obecne na sali posyłały mi zdezorientowane spojrzenia, nie wiedząc już co myśleć o tym całym zajściu.
- A więc poproszę o te nagrania. - powiedziałem po chwili milczenia.
***
Nathaniel wygrał rozprawę... Może być z siebie dumny. Jest wolny. Nie pozostało mi nic innego jak go przyjąć. Teraz pewnie sobie radośnie kica po mieście podrywając wszystkie wadery po kolei jak leci... Niestety, ale jakoś będę musiał się z tym pogodzić. To wszystko przez Alexandra... Ale co ja na to poradzę? Nie chcę stracić dobrej opinii wśród ludu. Nic już więcej nie zrobię.
<Nati? Dziękuj Alexiowi. Jak coś, to Glory jest już u siebie w pałacu, a ty stoisz przed budynkiem sądu. ;p>
sobota, 31 stycznia 2015
Od Glorego "Jestem w w miejscu marzeń" cz.2 (c.d Effy)
- Nie. - mruknąłem i obróciłem się w swój kierunek. - Zmykaj stąd, i to jak najszybciej.
- Ale...
- Żadnego "ale". Słyszałeś, co do ciebie powiedziałem? - syknąłem pod jej adresem odwracając głowę w jej stronę.
- Wasza wysokość... Ja bardzo proszę. Nie mam się gdzie podziać i... - błagała dalej, lecz jej przerwałem, wiedząc, że to niekulturalne. Jaka jest ona dla mnie, taki ja będę dla niej. Niech wie, że powinna się nauczyć właściwego szacunku wobec innych.
- Ale mnie to nie obchodzi. Żegnam panią.
- Naprawdę przepraszam z głębi serca i proszę serdecznie o wybaczenie... - powiedziała, a w jej oczach zebrały się lśniące w mroku łzy.
- Posłuchaj, tak jak już mówiłem nie obchodzi mnie to i już nie stękaj. - rzuciłem już na nią nie patrząc, mijając powoli pałacową bramę. Wtedy poczułem znajomy różany zapach. Jade.
- Kochanie, kto to jest? - zapytała, gdy już podeszła, nadal patrząc w stronę Effy (bo tak miała na imię, wiem to, bo już zdążyłem przejrzeć nie tylko jej wspomnienia, ale i także wszystkie dane personalne wprost z jej głowy, ale ona nie musi tego wiedzieć).
- Przybłęda.
- Nie wygląda wcale aż tak źle. Może się przydać. Przyjąłeś ją?
- Nie. - mruknąłem z niezadowoleniem.
- Dlaczego?
- Jest niewychowana. Na nic nam tacy. - rzekłem idąc dalej w stronę potężnych wrót Pałacu.
- Posłuchaj... Im więcej wilków, tym lepiej. - odparła podążając za mną. Nie odpowiedziałem.
- Kochanie... Przyjmij ją. Będzie dla nas pracować... - zachęcała dalej.
- Żebyś mi nie jęczała, że znowu wywalam "niewinne wilki". - westchnąłem i krzyknąłem przez ramię do Effy:
- No dobrze, możesz zostać!
Jade uradowana popędziła w stronę "nowej". Ja już dość niezadowolony wszedłem do Białego Pałacu pozostawiając waderę partnerce.
<Effy?>
- Ale...
- Żadnego "ale". Słyszałeś, co do ciebie powiedziałem? - syknąłem pod jej adresem odwracając głowę w jej stronę.
- Wasza wysokość... Ja bardzo proszę. Nie mam się gdzie podziać i... - błagała dalej, lecz jej przerwałem, wiedząc, że to niekulturalne. Jaka jest ona dla mnie, taki ja będę dla niej. Niech wie, że powinna się nauczyć właściwego szacunku wobec innych.
- Ale mnie to nie obchodzi. Żegnam panią.
- Naprawdę przepraszam z głębi serca i proszę serdecznie o wybaczenie... - powiedziała, a w jej oczach zebrały się lśniące w mroku łzy.
- Posłuchaj, tak jak już mówiłem nie obchodzi mnie to i już nie stękaj. - rzuciłem już na nią nie patrząc, mijając powoli pałacową bramę. Wtedy poczułem znajomy różany zapach. Jade.
- Kochanie, kto to jest? - zapytała, gdy już podeszła, nadal patrząc w stronę Effy (bo tak miała na imię, wiem to, bo już zdążyłem przejrzeć nie tylko jej wspomnienia, ale i także wszystkie dane personalne wprost z jej głowy, ale ona nie musi tego wiedzieć).
- Przybłęda.
- Nie wygląda wcale aż tak źle. Może się przydać. Przyjąłeś ją?
- Nie. - mruknąłem z niezadowoleniem.
- Dlaczego?
- Jest niewychowana. Na nic nam tacy. - rzekłem idąc dalej w stronę potężnych wrót Pałacu.
- Posłuchaj... Im więcej wilków, tym lepiej. - odparła podążając za mną. Nie odpowiedziałem.
- Kochanie... Przyjmij ją. Będzie dla nas pracować... - zachęcała dalej.
- Żebyś mi nie jęczała, że znowu wywalam "niewinne wilki". - westchnąłem i krzyknąłem przez ramię do Effy:
- No dobrze, możesz zostać!
Jade uradowana popędziła w stronę "nowej". Ja już dość niezadowolony wszedłem do Białego Pałacu pozostawiając waderę partnerce.
<Effy?>
czwartek, 1 stycznia 2015
Od Glorego "Jak dołączyłam? [Ice]" cz.2 (cd. Ice)
- Czego dusza pragnie? - zapytałem. Z moich obserwacji wynika, że ostatnio dużo wilków chce należeć do Królestwa... a szczególnie wader.
- Czy mogłabym pozyskać pozwolenie na zamieszkanie w Królestwie?
Popatrzyłem na nią mym uważnym okiem, które widzi praktycznie wszystko. W sumie nie wyglądała tak źle. Przynajmniej lepiej, niż ta Nako czy jak jej tam było.
- A jak cię zwą?
- Ice.
- A więc Ice, na próbę zostajesz. Jednak jeżeli usłyszę o tobie jakieś złe wieści, natychmiast wracasz tam, skąd przybywasz. Czy to jest jasne?
- Tak, jaśnie królu.
- W takim razie Maho, oprowadź Ice po Królestwie i zaprowadź ją do jej domu.
- Ok. - odparła szara wadera. - Chodź.
Stwierdziłem, że moja uwaga jest tam już niepotrzebna i odszedłem do swojego biura. Jednak mój niezawodny słuch wykrył jeszcze komentarz Flory, która powiedziała na ucho do Ice:
- Dziwne. Dla nikogo nowego chyba nie był jeszcze taki miły... no oprócz Roni.
Nie zwróciłem na to większej uwagi. Nie powinna się wtrącać w to, kogo darzę sympatią, a kogo nie. Wyszły w Pałacu i powędrowały przez miasto.
<Ice?>
- Czy mogłabym pozyskać pozwolenie na zamieszkanie w Królestwie?
Popatrzyłem na nią mym uważnym okiem, które widzi praktycznie wszystko. W sumie nie wyglądała tak źle. Przynajmniej lepiej, niż ta Nako czy jak jej tam było.
- A jak cię zwą?
- Ice.
- A więc Ice, na próbę zostajesz. Jednak jeżeli usłyszę o tobie jakieś złe wieści, natychmiast wracasz tam, skąd przybywasz. Czy to jest jasne?
- Tak, jaśnie królu.
- W takim razie Maho, oprowadź Ice po Królestwie i zaprowadź ją do jej domu.
- Ok. - odparła szara wadera. - Chodź.
Stwierdziłem, że moja uwaga jest tam już niepotrzebna i odszedłem do swojego biura. Jednak mój niezawodny słuch wykrył jeszcze komentarz Flory, która powiedziała na ucho do Ice:
- Dziwne. Dla nikogo nowego chyba nie był jeszcze taki miły... no oprócz Roni.
Nie zwróciłem na to większej uwagi. Nie powinna się wtrącać w to, kogo darzę sympatią, a kogo nie. Wyszły w Pałacu i powędrowały przez miasto.
<Ice?>
Od Glorego "Jak dołączyłam? [Neko]" cz.4
- Niech ci będzie, zostajesz.
- Dziękuję... - szepnęła kłaniając mi się.
- Tylko żebym nie słyszał w nocy żadnych "basów" czy jak to diabelstwo się tam nazywa.
- Oczywiście...
- Ewentualnie wyjątek stanowią imprezy organizowane przez Maho, jeżeli zezwoli ci na to... coś. A teraz już zmykaj. Maho zaprowadzi cię do twojego domu. - odparłem odchodząc we własnym kierunku. Moja córka zrobiła co kazałem i bezpiecznie doprowadziła nową mieszkankę Białego Królestwa do celu.
- Dziękuję... - szepnęła kłaniając mi się.
- Tylko żebym nie słyszał w nocy żadnych "basów" czy jak to diabelstwo się tam nazywa.
- Oczywiście...
- Ewentualnie wyjątek stanowią imprezy organizowane przez Maho, jeżeli zezwoli ci na to... coś. A teraz już zmykaj. Maho zaprowadzi cię do twojego domu. - odparłem odchodząc we własnym kierunku. Moja córka zrobiła co kazałem i bezpiecznie doprowadziła nową mieszkankę Białego Królestwa do celu.
wtorek, 30 grudnia 2014
Od Glory "Jak tu dotarłam? [Roni]" cz.2 (cd. Roni)
- A więc Roni, jak widzę jesteś lisem. - oznajmiłem.
- Tak... I co w związku z tym?
- To, że jesteś na terenach Białego Królestwa i natrafiłaś na króla podczas spaceru.
- Jakiego króla? Nigdzie nie widziałam żadnego... - mruknęła rozglądając się dokoła, a później się zorientowała co miałem na myśli i zawstydzona powiedziała:
- Ah, przepraszam. Jest pan królem?
- Owszem...
- Naprawdę, przepraszam waszą Wysoką Mość! - odparła rzucając się na ziemię i zaczynając mi prawić pokłony.
- Dobrze, już wystarczy.
Wadera podniosła się automatycznie z ziemi i powiedziała dumnie:
- Roni, do usług!
- Hm... - mruknąłem wpatrując się w nią w milczeniu. Te szlachetne rysy twarzy, dające sobie we znaki mądrość, rozwagę i posłuszeństwo...
- Roni powiadasz? Wyglądasz mi na odpowiedzialną osobę. Chciałabyś zamieszkać w Białym Królestwie?
- Tak, i to bardzo. - uśmiechnęła się serdecznie. - Jakie stanowisko otrzymam?
- To czas pokaże... Chodź, zaprowadzę cię do twojego nowego domu.
- Mnie zwykła nora wystarczy. Najlepsza jest, gdy sama ją sobie wykopię.
I jeszcze na dodatek pracowita i obowiązkowa...
- W porządku. Skoro tak mówisz, to tak zrób.
<Roni? Glory cię polubił. Sama się aż zdziwiłam, że jest taki miły xd>
- Tak... I co w związku z tym?
- To, że jesteś na terenach Białego Królestwa i natrafiłaś na króla podczas spaceru.
- Jakiego króla? Nigdzie nie widziałam żadnego... - mruknęła rozglądając się dokoła, a później się zorientowała co miałem na myśli i zawstydzona powiedziała:
- Ah, przepraszam. Jest pan królem?
- Owszem...
- Naprawdę, przepraszam waszą Wysoką Mość! - odparła rzucając się na ziemię i zaczynając mi prawić pokłony.
- Dobrze, już wystarczy.
Wadera podniosła się automatycznie z ziemi i powiedziała dumnie:
- Roni, do usług!
- Hm... - mruknąłem wpatrując się w nią w milczeniu. Te szlachetne rysy twarzy, dające sobie we znaki mądrość, rozwagę i posłuszeństwo...
- Roni powiadasz? Wyglądasz mi na odpowiedzialną osobę. Chciałabyś zamieszkać w Białym Królestwie?
- Tak, i to bardzo. - uśmiechnęła się serdecznie. - Jakie stanowisko otrzymam?
- To czas pokaże... Chodź, zaprowadzę cię do twojego nowego domu.
- Mnie zwykła nora wystarczy. Najlepsza jest, gdy sama ją sobie wykopię.
I jeszcze na dodatek pracowita i obowiązkowa...
- W porządku. Skoro tak mówisz, to tak zrób.
<Roni? Glory cię polubił. Sama się aż zdziwiłam, że jest taki miły xd>
Od Glorego "Dołączam, śliczna" cz. 8
- Gdzie byliście? - syknąłem.
- Jak to "byliście"? Mah przyszła tylko mnie odwiedzić.
- Nie kłam! Wiem jak było!
Moją córkę zatkało. Była całkiem blada na twarzy. Chyba sobie dopiero teraz uświadomiła, że nic co się dzieje w Królestwie mi nie umknie. Jestem równy bogom, a ona chyba o tym zapomniała. Pokazała mi w ten sposób swoją własną głupotę. Nathaniel milczał.
- Ale tato... Wrócił do celi. Poszliśmy tylko rozprostować nogi. To chyba nic wielkiego, prawda?
- Chciałaś go wypuścić na wolność! Już chyba do całej reszty postradałaś zmysły!
- Dlaczego go tak właściwie zamknąłeś? Nikogo nie zabił!
- Upił cię, nie rozumiesz?! Takie wilki nigdy nie powinny się znaleźć w naszym Królestwie!
- Wypiłam z własnej woli! - odkrzyknęła czerwona na twarzy. Zbierało jej się najwyraźniej na płacz.
- Gdyby nie on, nigdy byś tego nie zrobiła!
- Ale i tak i tak prędzej czy później bym to zrobiła! - wybuchnęła głośnym płaczem. - Dlaczego jesteś taki nieczuły?!
- Ja nieczuły?! To ty naiwna! Zrozum to w końcu! Jeżeli nadal będziesz tak ufa, długo nie pożyjesz!
Pod wpływem tych słów nie wytrzymała już dłużej, zmieniła się w wilka i z płaczem pobiegła do siebie, do swojego pokoju w wieży. Zwróciłem się do przerażonego Nathaniela:
- A ty, szykuj się. Zaraz sąd. Dopilnuję, abyś nie dożył jutra.
Odszedłem we własnym kierunku.
- Jak to "byliście"? Mah przyszła tylko mnie odwiedzić.
- Nie kłam! Wiem jak było!
Moją córkę zatkało. Była całkiem blada na twarzy. Chyba sobie dopiero teraz uświadomiła, że nic co się dzieje w Królestwie mi nie umknie. Jestem równy bogom, a ona chyba o tym zapomniała. Pokazała mi w ten sposób swoją własną głupotę. Nathaniel milczał.
- Ale tato... Wrócił do celi. Poszliśmy tylko rozprostować nogi. To chyba nic wielkiego, prawda?
- Chciałaś go wypuścić na wolność! Już chyba do całej reszty postradałaś zmysły!
- Dlaczego go tak właściwie zamknąłeś? Nikogo nie zabił!
- Upił cię, nie rozumiesz?! Takie wilki nigdy nie powinny się znaleźć w naszym Królestwie!
- Wypiłam z własnej woli! - odkrzyknęła czerwona na twarzy. Zbierało jej się najwyraźniej na płacz.
- Gdyby nie on, nigdy byś tego nie zrobiła!
- Ale i tak i tak prędzej czy później bym to zrobiła! - wybuchnęła głośnym płaczem. - Dlaczego jesteś taki nieczuły?!
- Ja nieczuły?! To ty naiwna! Zrozum to w końcu! Jeżeli nadal będziesz tak ufa, długo nie pożyjesz!
Pod wpływem tych słów nie wytrzymała już dłużej, zmieniła się w wilka i z płaczem pobiegła do siebie, do swojego pokoju w wieży. Zwróciłem się do przerażonego Nathaniela:
- A ty, szykuj się. Zaraz sąd. Dopilnuję, abyś nie dożył jutra.
Odszedłem we własnym kierunku.
***
- Proszę wstać, sędzia idzie. Rozprawę prowadzi sędzia Glory. - oznajmił jeden z policjantów do ludzi na sali. Weszliśmy do środka i zajęliśmy do miejsca.
- Proszę usiąść. Otwieram rozprawę. Będzie rozpoznana sprawa Nathaniela. Stawił się oskarżony z więzienia królewskiego, jego obrońcy niestety brak... - rozpocząłem, lecz ktoś mi przerwał.
- Już jestem! Adwokat Alexander stawił się w rozprawie. - poprawił mnie mój własny syn. Nic nie było mi o tym wiadomo, żeby ktokolwiek mu na to zezwolił, a już tym bardziej ja. Przecież nawet nie jest pełnoletni. Już chciałem coś powiedzieć, ale zrezygnowałem wiedząc, że ten i tak zrobi po swojemu. Od zawsze chodził swoimi ścieżkami i ani mu się śniło mnie chociaż raz wysłuchać. Westchnąłem tylko i kontynuowałem:
- Pan prokurator...
- Carter. - przedstawił się lekko się kłaniając i siadając z powrotem na miejsce.
- Proszę, aby pan wstał. - nakazałem Nathanielowi. Wykonał on moje polecenie. Wyglądał na naprawdę spiętego. - Proszę podać imię, pochodzenie i wiek.
- Nazywam się Nathalniel, mam prawie 2 lata. Pochodzenia swojego nie znam, przybyłem tutaj przez przypadek.
- Czym się pan zajmował przed aresztowaniem?
- Błądziłem po świecie, nie pracowałem. Jestem nieletni.
- Był pan już wcześniej karany?
- Nie, nie byłem.
- Dziękuję, proszę usiąść. Otwieram przewód sądowy, udzielam głosu panu prokuratorowi.
- Dziękuję, wysoki sądzie. - odparł Carter podnosząc się z miejsca. Otworzył swoją teczkę i czytał:
- Oskarżam Nathaniela o to, że dnia 9 grudnia w 2014 roku, na terenie Białego Królestwa, upił, oraz usiłował zgwałcić Maho, wykorzystując fakt, iż była nietrzeźwa. Oskarżony zaciągnął starszą od siebie dziewczynę do motelu w knajpie i usiłował zmusić do obcowania płciowego. Waderze jednak udało się uciec oraz przekazać to, co się stało jednemu ze stróżów prawa mających nieopodal patrol. Gdyż u oskarżonego nie wykryto żadnej choroby psychicznej, jest w pełni poczytalny. W związku z tymi zamiarami, oskarżony jest zagrożony pozbawieniem wolności do 10 lat lub karą śmierci.
Nathaniel zaczął się cicho śmiać pod nosem.
- Cóż pana tak bawi? - zapytałem z powagą.
- To, że to wszystko to kompletne bzdury!
- Proszę, aby pan wstał.
Basior wykonał polecenie.
- Wysłuchał pan aktualnego aktu oskarżenia. Czy zrozumiał pan treść zarzutów? - zapytałem.
- Rozumiałem. - odparł nadal chichocząc.
- Czy przyznaje się pan do dokonania tych czynów?
- Nie.
- Pouczam, że przysługuje panu prawo do składania wyjaśnień przed sądem. Może pan również odmówić składania wyjaśnień. Będzie pan wyjaśniał?
- Będę. Ale... Te oskarżenia to bzdura. Przedstawione zarzuty nigdy nie miały miejsca! Prawda, Maho? - zapytał spoglądając w stronę dziewczyny w formie ludzkiej siedzącej na ławce ze spuszczoną głową.
- Nie. - wyszeptała ledwie słyszalnie. Nathaniel stracił na pewności siebie i wyraźnie pobladł na twarzy.
- Co? Przecież wiesz, jak było! Kilka godzin temu nawet razem rozmawialiśmy! Proszę, powiedz, że jestem niewinny!
- To pan ma składać wyjaśnienia, nie ona. Dziewczyna będzie dopuszczona do głosu później.
- Dobrze... A więc powiem tyle, że dotarłem do knajpy, lecz Maho już wówczas nie była do końca trzeźwa. No więc aby jej dotrzymać towarzystwa też trochę się napiłem i wyszliśmy. Wtedy się natknęliśmy na jej brata i...
- A co ja tu słyszę? A więc pił pan? Mimo tego, że nie jest pan pełnoletni? - rzekł Carter.
- E... No... Tak... - mruknął. Najwidoczniej to jego druga już wpadka.
- A więc pomijając ten fakt, jak pan inaczej to wyjaśni, że jednak nie spędził pan nocy z Maho? Co robił pan w tym czasie?
- Siedziałem w tej knajpie. Nic wielkiego się tam nie wydarzyło. Rozmawialiśmy i na tym koniec.
- A o czym takim rozmawialiście?
- O różnych rzeczach... O rodzinie, swoich przygodach, zainteresowaniach... Normalna pogawędka.
- Czego pan się dowiedział w takim razie o dziewczynie?
- Że jest córką króla, że ma 2,5 roku, lubi tańczyć i śpiewać, grać na skrzypcach...
- A później usiłował pan ją zgwałcić, tak?
- Nie! Chciałem ją tylko odprowadzić do domu i...
- Zgwałcić?
- Nie! Zostawić i wrócić do siebie.
- Jaki normalny nietrzeźwy wilk rozmawia z atrakcyjną waderą, później ją grzecznie odprowadza i od razu wraca tam, skąd przybył, nawet jeżeli nie wie skąd jest?
<C.D.N.>
wtorek, 23 grudnia 2014
Od Glorego "Dołączam, śliczna cz. 7" (cd. Nathaniel)
- A ty coś za jeden? - syknąłem do fikuśnego przybysza powoli okrążając go dokoła. Obserwowałem go uważnie, tak, że nawet jeśli chciał, to nie zdołałby uciec. Jestem od niego szybszy i silniejszy, żaden rozwydrzony bachor taki jak on nie jest w stanie mi się sprzeciwić.
- N... Nathaniel... - wymruczał. Musiał być naprawdę pijany, albo po prostu udawał. Tak czy siak już nie wnikałem, bo na jedno wychodzi: przede mną stoi jakiś idiota. Nie mam pojęcia, dlaczego moja rodzona córka zadawała się z tym... czymś.
- Upiłeś ją, bo chciałeś ją po prostu zaciągnąć do łóżka, co?
- Nawet jeśli bym chciał, to przecież ledwie co stoję. Tylko jej towarzyszyłem i pilnowałem, żeby nic jej się nie stało.
Prychnąłem z pogardą. Taki mądry, że ma jeszcze czelność mi się jeszcze sprzeciwiać!
- Pilnowałeś?! Ciekawe przed kim?! Przed jakimś gwałcicielem, którym jesteś i ty?! Na pewno byś ją obronił!! - rzekłem sarkastycznie. Otworzył usta, by coś jeszcze powiedzieć, ale mu przerwałem. Zamachnąłem się łapą i przejechałem swoimi długimi pazurami po jego ślicznej buźce rujnując mu prawy policzek, po którym pociekła ciemna, gorąca ciecz. Cofnął się do tyłu podkulając ogon, piszcząc jak bezbronny szczeniak.
- Najpierw taki odważny, a teraz co? - syknąłem zbliżając się do niego bardziej. Był przyparty do muru: nie mógł uciekać dalej.
- Przepraszam bardzo Króla, jeżeli panu przeszkodziłem... Mogę wyjść za tereny Białego Królestwa i będzie po sprawie...
- Nie, zostań. - odparłem z krzywym uśmiechem. Nagle otoczył nas fioletowy okrąg, który zabłysnął ostrym światłem: to mój teleport. Stałem przed kratami, a on za: utkwił w królewskim więzieniu.
- A więc mój drogi, poczekasz sobie tutaj do rana, wtedy zapadnie wyrok. - rzuciłem odchodząc z swoją stronę, tak, że został sam na sam z własnymi przemyśleniami. Przez tą ranę na policzku nie powinien się wykrwawić, dlatego też opatrunki są tutaj zbędne.
<Nathaniel? Sorka, ale podpadłeś mu >.< >
- N... Nathaniel... - wymruczał. Musiał być naprawdę pijany, albo po prostu udawał. Tak czy siak już nie wnikałem, bo na jedno wychodzi: przede mną stoi jakiś idiota. Nie mam pojęcia, dlaczego moja rodzona córka zadawała się z tym... czymś.
- Upiłeś ją, bo chciałeś ją po prostu zaciągnąć do łóżka, co?
- Nawet jeśli bym chciał, to przecież ledwie co stoję. Tylko jej towarzyszyłem i pilnowałem, żeby nic jej się nie stało.
Prychnąłem z pogardą. Taki mądry, że ma jeszcze czelność mi się jeszcze sprzeciwiać!
- Pilnowałeś?! Ciekawe przed kim?! Przed jakimś gwałcicielem, którym jesteś i ty?! Na pewno byś ją obronił!! - rzekłem sarkastycznie. Otworzył usta, by coś jeszcze powiedzieć, ale mu przerwałem. Zamachnąłem się łapą i przejechałem swoimi długimi pazurami po jego ślicznej buźce rujnując mu prawy policzek, po którym pociekła ciemna, gorąca ciecz. Cofnął się do tyłu podkulając ogon, piszcząc jak bezbronny szczeniak.
- Najpierw taki odważny, a teraz co? - syknąłem zbliżając się do niego bardziej. Był przyparty do muru: nie mógł uciekać dalej.
- Przepraszam bardzo Króla, jeżeli panu przeszkodziłem... Mogę wyjść za tereny Białego Królestwa i będzie po sprawie...
- Nie, zostań. - odparłem z krzywym uśmiechem. Nagle otoczył nas fioletowy okrąg, który zabłysnął ostrym światłem: to mój teleport. Stałem przed kratami, a on za: utkwił w królewskim więzieniu.
- A więc mój drogi, poczekasz sobie tutaj do rana, wtedy zapadnie wyrok. - rzuciłem odchodząc z swoją stronę, tak, że został sam na sam z własnymi przemyśleniami. Przez tą ranę na policzku nie powinien się wykrwawić, dlatego też opatrunki są tutaj zbędne.
<Nathaniel? Sorka, ale podpadłeś mu >.< >
wtorek, 16 grudnia 2014
Od Glorego "Jak dołączyłam? [Neko] cz.2" (cd. Neko)
W holu pałacu zobaczyłem stojącą, lekko zagubioną waderę, na którą padało jasne jak na zimowy dzień światło pochodzące z okna. Niepewnie wędrowała wzrokiem po nieznanym jej otoczeniu, bo najwyraźniej wiedziała o tym, że nie wolno jej zwiedzać sobie pałacu, bez niczyjego pozwolenia. Wyłoniłem się dumnie z korytarza i spojrzałem na nią surowym wzrokiem, mierząc ją od łap do głów. Wyglądała dość... Nietypowo. W naszych okolicach rzadko spotykało się tak odważne osoby, które miały czelność się w taki sposób ubierać, farbować czy chociaż wyglądać, jak ona.
Cała była popielata, jedynie grzbiet i końcówka ogona naznaczona była różnymi czarnymi wzorami. Na kolanie wyryty miała jakiś tatuaż o motywie serca i... uśmiechniętej buźki? Naprawdę nie rozumiem takich wilków. Na prawym ramieniu nabazgrane miała przecinające się kreski, zupełnie jak kratka do gry w Kółko i krzyżyk. Zadbane pazury polakierowała na odważny, jaskrawozielony kolor. Na łapy założyła niskie skarpetki: na przednie w fioletowo-czarną kratkę, a na tylne czarne z bliżej nieokreślonymi białymi wzorami. Na szyi zawiesiła długi naszyjnik z zaczepionym breloczkiem w kształcie odcisku wilczej łapy.
Za to włosy... Ah, włosy. Najgorsza stylizacja, jaką można było sobie tylko wybrać: emo. Idiotycznie napierzone, tylko po to, by swoim wyglądem przypominać wściekłego kurczaka. Owe nieprzemyślane wykorzystanie włosów pofarbowała na czarno, z turkusowymi końcówkami. W grzywkę wpięła fioletową wsuwkę. W lewe ucho wpięła kolczyk przypominający cukierek w różowym papierku, a prawe podziurkowała jak papier kolczykami. Okropieństwo. Na szyi prócz wcześniej wspomnianego naszyjnika dyndały białe bezprzewodowe słuchawki. Wielka fanka muzyki? Mam nadzieję, że nie tego bezsensownego łupania... basami? Nawet nie pamiętam, jak to diabelstwo się nazywało.
Na twarz aż po prostu brak mi słów... Jak można sobie przekłuć nos i usta kolczykami? Najwidoczniej można, bo właśnie owa wadera to udowodniła, jeszcze bardziej potwierdzając fakt, że coraz mniej mi się ona podoba. Popatrzyłem na jej oczy. Ładne, kształtne, jak toń niebieska... zniszczone zbyt mocnym makijażem, w tym zbyt ostrą kredką do oczu!
Ukłoniła się nisko, gdy tylko mnie zobaczyła i spytała:
- Witam cię o wielki i potężny władco, czy jest tu gdzieś dla mnie miejsce?
Zmarszczyłem brwi. Dobrze, że przynajmniej nie zapomniała o dobrych manierach oraz o tym, że ma przed sobą ważną osobistość.
- Nie wiem, pomyślę.
- Gdzie w takim razie mam spędzić czas? Jestem zmęczona daleką podróżą i...
- Nie pyskuj mi tu. - warknąłem przerywając jej. Skuliła się trochę robiąc dwa kroki w tył. - Cierpliwości. A teraz proszę cię, znikaj mi z oczu. Daj mi na zastanowienie się... kilka dni.
- Ale...
- Żadnego "ale". No już, wyjdź.
Wykonała moje polecenie ze spuszczoną głową.
<Neko?>
P.S. Nie bój się, i tak później Glory Cię przyjmie. A jak nie on, to jego żona lub córka. ;)
P.P.S. Tej cały "hejt" pochodzi nie od mojej niechęci do Twojego wilka (bo nawet mi się ona podoba ^^), a jedynie od staroświeckości Glorego oraz jego braku tolerancji czy nieufności dla nieznajomych.
Cała była popielata, jedynie grzbiet i końcówka ogona naznaczona była różnymi czarnymi wzorami. Na kolanie wyryty miała jakiś tatuaż o motywie serca i... uśmiechniętej buźki? Naprawdę nie rozumiem takich wilków. Na prawym ramieniu nabazgrane miała przecinające się kreski, zupełnie jak kratka do gry w Kółko i krzyżyk. Zadbane pazury polakierowała na odważny, jaskrawozielony kolor. Na łapy założyła niskie skarpetki: na przednie w fioletowo-czarną kratkę, a na tylne czarne z bliżej nieokreślonymi białymi wzorami. Na szyi zawiesiła długi naszyjnik z zaczepionym breloczkiem w kształcie odcisku wilczej łapy.
Za to włosy... Ah, włosy. Najgorsza stylizacja, jaką można było sobie tylko wybrać: emo. Idiotycznie napierzone, tylko po to, by swoim wyglądem przypominać wściekłego kurczaka. Owe nieprzemyślane wykorzystanie włosów pofarbowała na czarno, z turkusowymi końcówkami. W grzywkę wpięła fioletową wsuwkę. W lewe ucho wpięła kolczyk przypominający cukierek w różowym papierku, a prawe podziurkowała jak papier kolczykami. Okropieństwo. Na szyi prócz wcześniej wspomnianego naszyjnika dyndały białe bezprzewodowe słuchawki. Wielka fanka muzyki? Mam nadzieję, że nie tego bezsensownego łupania... basami? Nawet nie pamiętam, jak to diabelstwo się nazywało.
Na twarz aż po prostu brak mi słów... Jak można sobie przekłuć nos i usta kolczykami? Najwidoczniej można, bo właśnie owa wadera to udowodniła, jeszcze bardziej potwierdzając fakt, że coraz mniej mi się ona podoba. Popatrzyłem na jej oczy. Ładne, kształtne, jak toń niebieska... zniszczone zbyt mocnym makijażem, w tym zbyt ostrą kredką do oczu!
Ukłoniła się nisko, gdy tylko mnie zobaczyła i spytała:
- Witam cię o wielki i potężny władco, czy jest tu gdzieś dla mnie miejsce?
Zmarszczyłem brwi. Dobrze, że przynajmniej nie zapomniała o dobrych manierach oraz o tym, że ma przed sobą ważną osobistość.
- Nie wiem, pomyślę.
- Gdzie w takim razie mam spędzić czas? Jestem zmęczona daleką podróżą i...
- Nie pyskuj mi tu. - warknąłem przerywając jej. Skuliła się trochę robiąc dwa kroki w tył. - Cierpliwości. A teraz proszę cię, znikaj mi z oczu. Daj mi na zastanowienie się... kilka dni.
- Ale...
- Żadnego "ale". No już, wyjdź.
Wykonała moje polecenie ze spuszczoną głową.
<Neko?>
P.S. Nie bój się, i tak później Glory Cię przyjmie. A jak nie on, to jego żona lub córka. ;)
P.P.S. Tej cały "hejt" pochodzi nie od mojej niechęci do Twojego wilka (bo nawet mi się ona podoba ^^), a jedynie od staroświeckości Glorego oraz jego braku tolerancji czy nieufności dla nieznajomych.
wtorek, 9 grudnia 2014
Od Glorego "Severus cz.1"
Powoli zmierzałem do okna, lekko
stukając obcasami butów o biały marmurową podłogę, którą wyłożony był cały
pałac. Położyłem dłoń na chłodnym parapecie i jednym zdecydowanym ruchem lekko
wychyliłem się za okno. Zamknąłem oczy zatracając się w uczuciu, którym darzyło
mnie poranne słońce. Lekkie podmuchy wiatru delikatnie poruszała moimi czarnymi
jak węgiel włosami. Wsłuchałem się w tą cichutką melodyjkę, którą on grał, zapraszając nas na zimowy bal, oraz ciszę, która nastąpiła potem. Uchyliłem oczy i
popatrzyłem przed siebie. Stałem wewnątrz jednej z lśniących wież Białego
Pałacu odbijającej promienie słonecznie, dając efekt baśniowego zamku, o jakim
nawet nie śniła żadna z małych dziewczynek. Wieża ta wnosiła się nad milczącym
o poranku miastem. Domy zlewały się w jedno, tworząc różnobarwną plamę, o odcieniach
trzymających się brązu, żółci i czerni, pokryte białą, mroźną kołdrą.
Już za kilka minut miały się zacząć targi i ciszy miało już nie być…
Odsunąłem się od okna robiąc pół kroku za siebie i zamknąłem z cichym
stuknięciem okiennice. Gdy już miałem się odwrócić na pięcie i iść, nagle
usłyszałem najpiękniejszą ze wszystkich melodii, a mianowicie głos mojej
małżonki…
- Już wstałeś Kochanie?
Odwróciłem głowę w jej stronę. Była również w swojej ludzkiej wersji,
wyglądało na to, że dopiero wstała. Wciąż ubrana była w swoją różową, jedwabną
koszulę nocną, wyszywaną jaśniejszą nicią w różne fantazyjne wzory. Materiał
ten pochodził od najznakomitszych krawców w tej okolicy, sprowadzany z daleka.
Kosztował on niemało, ale warto było. Jade potarła swoje zaspane niebieskie
oczęta i przyjrzała mi się uważniej.
- Coraz wcześniej wstajesz… Nie jesteś zmęczony?
- Nie, jest dobrze. – uśmiechnąłem się – Raczej powinnaś iść jeszcze
się zdrzemnąć. Jest dość wcześnie.
- Nie jestem zmęczona. – stwierdziła mrugając oczami próbując się z
siebie pozbyć ostatnich fal senności, w których wciąż była pogrążona. Podrapała
się po głowie ziewając szeroko. Jej blond włosy były rozrzucone we wszystkie
strony, wyraźnie rozczochrane przez noc. Zapewne będzie znowu przeklinać z
szczotką w ręce, że jest do niczego…
- Jesteś strasznie uparta. Przecież widzę, że przydałoby ci się jeszcze
trochę snu. – rzekłem ze śmiechem. Jade zrobiła z ust „kaczora”, by podkreślić
swoje niezadowolenie.
- Idę się ubrać… - mruknęła odwracając się do mnie na pięcie, bym mógł
podziwiać jej zgrabne plecy.
- Nie musisz. Teraz też wyglądasz ślicznie. – powiedziałem, ale po
chwili pożałowałem swoich słów.
- Zboczeniec…
I odeszła trzaskając za sobą ciężkimi, drewnianymi drzwiami.
- Kobiety… - westchnąłem cicho, kręcąc z niedowierzaniem głową.
Nagle do sali wbiegł zdyszany doręczyciel z kartką papieru zwiniętą w
rulon. Nie zapomniał jednak zatrzymać się naprzeciwko mnie i złożyć mi niski
pokłon.
- Dz-dzień do-dobry… - wysapał. Krople gorącego potu pokrywały całą
jego lśniącą twarz, czerwoną od dużego wysiłku.
- Odsapnij, a potem zabierz się do mówienia. – syknąłem marszcząc nos
zniesmaczniony. Zero kultury wobec króla… Wykonał posłusznie moje polecenie,
a po kilku sekundach zapytałem mierząc go spojrzeniem:
- Kto pisze?
- Pański brat.
- Dawaj to… - warknąłem wyrywając mu z dłoni rulon i zacząłem
gorączkowo czytać. – Skąd to masz?
- Kartka leżała nieopodal lasu zamieszkałego przez jakąś watahę, więc
zobaczyłem tylko, kto pisze i stwierdziłem, że król chciałby to zobaczyć...
- Możesz już iść.
Doręczyciel prędko wyszedł z sali nie wiedząc, czego się ma się spodziewać.
Przeczytałem treść listu, a tak właściwie to wyrwanej kartki z pamiętnika po
raz kolejny.
08.10.2014r., Ogród Cieni
Oto i jest kolejny dzień spędzony no… Tu. Moja każda próba ucieczki
kończyła się niepowodzeniem, więc stwierdziłem, że najlepszym pomysłem byłoby
spróbować jeszcze raz, ostatni. Do pięćdziesięciu razy sztuka… No cóż, mam
nadzieję, że tym razem się uda. Znaczy się nie zrobię tego dziś (no właśnie,
ale skąd mam wiedzieć, kiedy będzie jutro?), ale dopiero na następny dzień.
Przez cały czas mam wrażenie, że jestem traktowany za zwykłego robaka, który
nie powinien nigdy znaleźć się na normalnym świecie. Najwyższa pora to zmienić
i pokazać się reszcie wilków. Marzę o…
Dalszej części wpisu już nie było. Reszty mogłem się z łatwością domyślić. Niech to, wygląda na to, że ten skurwisyn
planuje przejąć władzę nad Białym Królestwem… Ja już na to nie pozwolę, oj nie!
Im prędzej zginie, tym lepiej. Przebrała się miarka.
*****************
Usiadłem zmęczony na chłodnym kamiennym moście znajdującym się w popularnym Parku
Eskpisoliowetio. Podziwiałem w milczeniu lśniącą barwami tęczy wodę, chlupoczącą przy
każdym napotkanym na drodze kamieniu. Strażników w najbliższych rejonach było
w tej chwili więcej, więc mogłem być spokojniejszy. Reszta królestwa nie miała
zielonego pojęcia, że grozi mi poważne niebezpieczeństwo ze strony własnego brata. Już
zaledwie kilka minut później przybiegł do mnie ten sam doręczyciel, co
wcześniej i rzekł z przerażeniem w oczach:
- Pański brat uciekł.
<C.D.N.>
Subskrybuj:
Posty (Atom)