Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alexander. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alexander. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 sierpnia 2015

Od Alexandra "Nowy Dom?" cz.6 (cd. Kira)

Przystanąłem z boku i po prostu obserwowałem rozmowę Glorego i nowo poznanej wadery. Ciekawe, jakie tym razem będzie miał zastrzeżenia co do gościa.
- Witam... Co cię do nas sprowadza? - zapytał basior, patrząc z wyższością na kłaniającą się prawie, że do ziemi waderę. Chyba ktoś mu wcześniej przekazał, że zbliża się do Pałacu jakiś nieznany wilk i powinien się stawić na spotkaniu.
- Chciałabym zapytać o możliwość zamieszkania w Białym Królestwie.
Glory wedle swojego zwyczaju przyjrzał się jej uważnie od łap do głów, okrążył i zapytał:
- A jak cię zwą?
- Kira.
- Opowiedz mi nieco o sobie. Chciałbym wiedzieć, kogo przygarniam.
Oho, chyba jej nie ufa i wygląda mu na podejrzaną.
- Mam 2 lata, urodziłam się we watasze, której nazwy już nie pamiętam, ale po jakimś czasie zostałam wygnana. Później szlajałam się do świecie, aż nie dotarłam tutaj.
- Zostałaś wygnana z powodu...? - ciągnął Glory. Kira przygryzła wargę. Robi się interesująco. Wadera musiała coś ukrywać.
- Noszę w sobie demona...
No to już po Kirze.
- Demona? - Basior uniósł brew, patrząc podejrzliwie na samicę.
- Tak... - Zwiesiła głowę. - Zaatakowałam własną siostrę...
- ...która jakimś cudem przeżyła, a ty chcąc powrócić do swojej rodzinnej watahy, zostałaś przez nią zaatakowana w ramach zemsty, po czym cię wygnali, czyż nie?
Kira popatrzyła na niego z przerażeniem, po czym pokiwała potakująco głową.
- W takim razie tutaj też nie ma dla ciebie miejsca - syknął. Wadera się skuliła.
- O-oczywiście... - wyjąkała. Ciężko było mi to przyznać, ale całkiem ją polubiłem, więc ciężko byłoby mi się z nią rozstać. Była dość podobna do mnie. Drgnąłem niespokojnie. Niestety nie miałem żadnej siły przebicia w stosunku do ojca, dlatego też niewiele bym pomógł w tej sytuacji. Wadera pośpiesznie wyszła, a straż wyprowadziła ją za bramy Królestwa. Skąd u Glorego taka nienawiść do wilków noszących w sobie wszelkiego rodzaju demona? Jego obrzydzenie musiało mieć jakieś wytłumaczenie, lecz jeszcze go nie poznałem.
***
Wieczorem, gdy upewniłem się, że nie jestem przez nikogo obserwowany, wyszedłem ostrożnie ze swojej komnaty i bezszelestnie wyszedłem z Białego Pałacu. Nie zwróciłem przy tym niczyjej uwagi, ponieważ miałem na tyle szczęścia, że urodziłem się z czarną, zlewającą się z ciemnościami sierścią. Na grzbiecie taszczyłem wedle zwyczaju skórzaną torbę wypełnioną po brzegi wszelakimi księgami, jedzeniem, a także moimi wszystkimi oszczędnościami. Prędko podążyłem do muru Królestwa, przywarłem do niego, po czym teleportowałem się na drugą stronę. Tak jak myślałem, zaraz obok niego leżała przygnębiona, czarna sylwetka. Chwilę na nią patrzyłem nic nie mówiąc. Miałem nadzieję, że postępuję prawidłowo. Ostrożnie podszedłem, a następnie położyłem łapę na jej grzbiecie. Kira odwróciła pysk w moją stronę. Potrzebowała cudzego wsparcia, pomocy. Nie zamierzałem jej opuścić. Nie w takiej sytuacji.

<Kira?>

sobota, 28 marca 2015

Od Alexandra "Nowy dom?" cz. 4 (cd. Kira)

Przez chwilę patrzyłem na waderę, by dopiero po momencie zorientować się, że rzeczywiście straciła przytomność. Podszedłem bliżej i schyliłem łeb nad jej ciałem. Nie ruszała się.
- Kiro? - zapytałem marszcząc brwi. Mogła przecież i równie dobrze udawać.
- Kiro? - powtórzyłem ponownie z marną nadzieją, że zaraz się podniesie. No nic, nie pozostawało mi nic innego, jak tylko wziąć ją na swe barki i zanieść w bramy Białego Królestwa. Mogłem co prawda przecież ją zostawić na pastwę losu, no ale już nie będę takim chamem, jakim jestem na co dzień. Zrobiłem tak jak postanowiłem sobie i już po chwili niosłem ją o własnych siłach. W duchu prosiłem tylko o to, by mi nie spadła i nie wpadła do rowu. Inaczej mogłaby bez problemu się na mnie obrazić za siniaki, które zostały spowodowane uderzeniami o kamienie. Mówiła, że jest jej duszno... Może potrzebuje więcej tlenu bądź zimnej kąpieli? Nie był to wcale aż taki zły pomysł.
Wraz z tą myślą skręciłem w prawo, tym samym schodząc z udeptanej, leśnej ścieżynki. Skierowałem się w stronę Wodospadu Szklistej Łzy, gdyż tam zawsze wiało i był dostęp do wody. Po bokach można było znaleźć pomniejsze stojące zbiorniki tej oto zimnej cieczy, i zanurzyć tam nieprzytomną, mając pewność, że na pewno nie porwie jej nurt. Droga obyła się bez niespodzianek. Jak tylko przybliżyłem się do odległości około dziesięciu metrów od krawędzi wodospadu, wadera ocknęła się.
- Gdzie jesteśmy? Co się stało? - pytała. Milczałem. Podniosła łeb i ujrzała przepaść, jaką był wodospad.
- O rety! Chcesz skoczyć? - przeraziła się. Chyba naprawdę pomyślała, że jestem samobójcą.
- A może chcesz mnie zrzucić? - pobladła.
- Nie bój się. - nakazałem, nie okazując żadnych szczególnych uczuć. - Zasłabłaś i musiałaś się przewietrzyć.
- Oh. - mruknęła wpatrując się w przestrzeń, która teraz nam stanęła przed oczami. Stałem na skraju wodospadu, na wystającej skale, wiszącej zaraz nad przepaścią. U dołu można było zobaczyć wielkie jezioro raz na jakiś czas wyłaniające się spod gęstej, białej mgły. W oddali widoczne były zielone, dzikie krainy zamieszkałe przez pomniejsze watahy. Spokojnie patrzyłem na to wszystko, w ogólne nie wzruszony, jak to mam w zwyczaju. Kira zeszła z mojego grzbietu i również patrzyła nic nie mówiąc. Widok był wprost pochłaniający. Można było się w nim zatracić i patrzyć bez końca, stojąc na skraju przepaści.

<Kira? Przepraszam, że takie bezsensowne i tyle mi to zajęło>

wtorek, 17 lutego 2015

Od Alexandra "Nowy dom?" cz. 2 (cd. Kira)

Po chwili namysłu odwzajemniłem uścisk łapy. Jak miałem to w zwyczaju: dalej milczałem. Brak pytań równa się brak rozmów. Proste.
- Mogłabym dołączyć do Białego Królestwa?
- Nie wiem.
- A zapytasz się ojca?
- Nie wiem.
- A matki?
- Nie wiem.
- To co ty wiesz? - zmarszczyła brwi.
- Dużo.
- Aha... - mruknęła. Widocznie zaczęła mnie uważać za jakiegoś dziwaka. W sumie jej się nie dziwię: ja jestem dziwny.
- A ile masz lat? - ciągnęła dalej.
- Za kilka dni 2.
- Ja 1,9 roku.
Cisza.
- A wyprawiasz jakieś przyjęcie? Chętnie wpadnę.
- Nie.

<Kira? Sorki, brak pomysłu>

poniedziałek, 16 lutego 2015

Od Alexandra "Dołączam!" cz. 2 (cd. Elen)

Postanowiłem wybrać się na mały spacer. Spakowałem wszystko co potrzebne do obszernej torby uszytej ze skóry, którą taszczyłem zawsze ze sobą. Przy otwieraniu bramy zauważyłem, że prosto pod moje łapy wyłożyła się jakaś wadera. W pierwszym momencie pomyślałem, że był to lis, lecz po chwili zorientowałem się, że to szczeniak o pomarańczowym futrze.
- Eee... hej! - pisnęła podnosząc się do góry. Nawet z piasku się nie otrzepała. Odpowiedziałem milczeniem. Po co sobie strzępić język? Nie zadała żadnego pytania, to chyba nie muszę odpowiadać.
- Kim jesteś? - zapytała zaciekawiona.
- Alexander.
- Ja Elen. Jesteś ze służby pałacu?
Zmarszczyłem nos.
- Nie.
- A jaką rolę tam pełnisz?
- Jestem młodym księciem.
- Oh. A obejmiesz władzę po ojcu? No chyba, że twoja matka jest królową...
- Nie.
- Aha... A może byście mnie przyjęli?
- A z tym to już do Glorego lub Jade. - wzruszyłem ramionami. - A teraz już weź mi nie zawracaj głowy.
- No dobra... - mruknęła gapiąc się na nadchodzącą Jade.
- A ty to kto? - zapytała wadera z radosnym uśmiechem na powitanie do szczeniaka.
- Elen. A pani?
- Jade, żona króla. Chcesz może dołączyć?
Nie wiedząc co dalej zrobić, po prostu ruszyłem przed siebie, w wcześniej obranym sobie kierunku.
- Tak! - wykrzyknęła już za moimi plecami.
- W takim razie jesteś przyjęta. Pokażę ci twoją nową jaskinię.

<Elen? Wiem, że op. bezsensowne>

środa, 14 stycznia 2015

Od Alexandra "Nowy rok" cz. 6

- Witaj... - powiedziałem widząc lisa. O ile dobrze pamiętam, była to Roni. Była w naszej wspólnocie od niedawna.
- E... Cześć. - uśmiechnęła się do mnie odwracając się w moją stronę. - Idziesz na tą imprezę?
Westchnąłem.
- Nie lubię głośnych przyjęć. Chyba będę zmuszony zostać z małymi "księżniczkami" w Pałacu.
Lisica roześmiała się.
- Powodzenia życzę. Obyś nie wrócił cały od brokatu lub wymalowany na różowo.
Zmarszczyłem nos. Niestety, ale wyobraziłem to sobie. I tak lepsze to, niż narażenie się na utratę słuchu lub przytomności w zatłumionym klubie. Najchętniej tą noc spędziłbym najzwyczajniej w świecie w Bibliotece Złamanego Skrzydła, ale z całą pewnością nie pozwolą mi na to. Najwyżej schowam się gdzieś przed szczeniakami i będę miał to już z głowy. Może utnę sobie drzemkę ukryty pod stołem? To nawet nie taki zły pomysł. Odpowiedziałem Roni milczeniem.
- A teraz muszę już spadać, pa! - krzyknęła, gdy przypomniała sobie chyba coś niezwykle ważnego. Zapewne Glory ją po coś wzywał. Wolałem nie wiedzieć po co, bo nasz władca czasami ma dziwną strategię, a mimo tego zawsze wygrywa... No nic. Wracam do Pałacu i czekam do zmroku, kiedyż to będę zmuszony zmierzyć się ze stadem szczeniaków.

***

Siedziałem sobie i po prostu wgapiałem się w stado roześmianych waderek, które wlało się do holu pałacowego. Było ich całe mnóstwo... Przybyło również kilkanaście basiorków. Gołym okiem można było zobaczyć, że co niektóre dziewczęta będą zazdrosne o swoich kolegów, którzy tańczyć będą z ich koleżankami. Przewróciłem oczyma i dalej się przyglądałem, cóż takiego wymyślą te dzieci. Z początku słyszałem głównie rozmowy z tego typu:
- Moja sukienka jest ładniejsza, bo ma więcej falbanek.
- A moja lepsza, bo ma więcej cekinów.
- A moja jest od najlepszego projektanta w całym Królestwie! - wykrzyknęła uradowana waderka, której imienia nie znałem.
- Ta, jasne... Bo zaraz ci uwierzymy.
- A ja jestem Supermanem! - wrzasnął jakiś basiorek przebiegając między dziewczynkami, zwalając je z łap. Rzeczywiście, włożył na siebie ubiór podobny do tego, który nosił komiksowy bohater. Nie mogłem nie uśmiechnąć się pod nosem. Waderki tak bardzo się przejmowały swoim wyglądem, a nawet kłóciły się między sobą z tego powodu tylko po to, aby miał im nagle przeszkodzić jeden z bezpośrednich i beztroskich basiorków...
- Hej, co ty wyrabiasz?! - wykrzyknęła jakaś waderka powoli wstając z podłogi, dodatkowo poprawiając sobie łapką fryzurę. Wyglądała na dość rozgniewaną. Chłopca jednak już nie było. Zniknął i jej i mi z pola widzenia i dalej biegał gdzieś w tłumie, potrącając kolejne to dziewczęta. Czy to jakiś nowy sposób na podryw? Tego się już raczej nie dowiem. Nie zanosiło się jakoś na to, aby zamierzał wrócić.
- No szczeniaczki, od czego zaczniemy? Najpierw jakiś film czy tańce? - zapytała raptownie uśmiechnięta Jade, która niespostrzeżenie pojawiła się na sali.
- Tańce!
- Flim! 
- Tańce!!
- Film!! - przekrzykiwały się szczeniaki. Większość jednak stanowili fani tańca, więc właśnie taką decyzję podjęła Jade.
- A więc zapraszam na salę balową. - rzekła wadera otwierając ciężkie złoto-białe, zdobione wrota. Naszym oczom ukazała się jedna z najdostojniejszych sal balowych, jakie były tylko możliwe. Najbardziej oczy cieszył widok cudownego, szklanego żyrandolu. Tylko wtajemniczeni wiedzą, że białe kamienie, z których był wykonany powstały w połączeniu z lodem i najprawdziwszym diamentem, co w wyniku tego daje tak zwany lodowy kryształ. Niezwykle rzadki i cenny, kosztuje prawdziwą fortunę. Co prawda jest więcej kryształów z tej serii, nazywane z przykładu kryształem energii czy kryształem powietrza. Wszystkie były tak samo rzadkie i każdy z nich się w Królestwie, w większej lub mniejszej ilości. Białe Królestwo jako jedyne może się poszczycić takim bogactwem.
Wracając do obecnych wydarzeń, to jak można było się domyślić: szczeniaki stały i po prostu wytrzeszczały te swoje duże oczęta, nie mogąc się napatrzyć na to, co właśnie mają przed sobą. Jade delikatnie popchnęła swoich podopiecznych, w zachęcającym geście. Na sali rozbrzmiał charakterystyczny dźwięk wydawany przez skrzypce, a za nim kolejno fortepian, wiolonczela i harfa. Szczeniaki jak na zawołanie równocześnie wbiegły do środka i zaczęły szybko i wesoło tańcować, co zupełnie nie pasowało do wygrywanego utworu i jego spokojnej melodii. Nie chcąc im przerywać zabawy i tłumaczyć tego, że tutaj nie powinno się tak zachowywać, to po prostu stałem i patrzyłem z boku. Znudziło im się po upływie około godziny, a wtedy już jęczały, że są zmęczone i trochę śpiące.
- Ale dzieci, jest dopiero 21:00, a wy już się poddajecie? Nie wytrwacie?
Zapanowała cisza, a szczeniaki wbijały w nią spojrzenie czekając na to, co ma im jeszcze do przekazania. Jade więc kontynuowała:
- Kto nie wytrwa do północy nie zobaczy ani fajerwerków, ani nie dostanie szczenięcego szampana!
- Damy radę! - wykrzyknęły równocześnie dzieci. Oczywiście powiedziały tak, żeby pokazać, jakie są twarde i wytrzymałe. Naturalnie, że połowa zapewne zaśnie dużo jeszcze przed dotarciem wskazówek zegara do samej góry.
- A więc teraz wydaje mi się, że pora na film! - wykrzyknęła Jade ze szczerym uśmiechem.
- Taaaak!

***

Minęły prawie dwie godziny od momentu, kiedy Jade włączyła dzieciom bajkę wyświetlaną na rzutniku. Tak jak myślałem, ponad połowa z przybyłych szczeniaków już "padła". Cały ten czas spędziłem siedząc na boku, w zacisznym kąciku, w którym to zagłębiłem się do całej reszty w lekturze. Do wciąż "żywych" szczeniaków, w których to rozpoznałem tylko Karibu i Elen, a pozostałe były mi całkowicie obce, Jade zwróciła się szeptem:
- Kto ma jeszcze siły na zabawę, idzie ze mną.
Na te słowa kilkanaście szczeniaków dźwignęło się na łapki i potruchtało za waderą do sali balowej, na której były porozstawiane stoły wypełnionymi słodkimi wypiekami. Ja również odłożyłem książkę i niby to od niechcenia udałem się za nimi.
- Proszę, otwórz szampana stojącego tam na stole, gdy wybije północ. Tylko nie traf korkiem w nic i spróbuj, aby było jak najciszej. - powiedziała mi Jade na ucho, a gdy już się upewniła, że zrozumiałem polecenie zwróciła się do szczeniąt słowami:
- Za chwil kilka będziemy mieli nowy rok! Możemy już odliczać sekundy! 60! 59! 58! - wykrzykiwała Jade kolejne cyfry, a po chwili szczeniaki dołączyły się do niej. Co prawda połowa co chwilę się myliła, ale i tak narobili sporo hałasu. Dzieci nie mogły się powstrzymać do krzyczenia z całych płuc. Spokojnie podszedłem do stołu, zmieniłem się w człowieka i sięgnąłem po butelkę z szczenięcym szampanem. Powoli zacząłem majstrować przy zamknięciu.
- 8... 7... 6... 5... 4... - odliczali dalej. Ja dalej zajmowałem się korkiem.
- 3!... 2!... 1!!... 0!!! - w momencie, kiedy wymówili ostatnią liczbę, nie tylko rozległ się huk spowodowany otwieranym szampanem, ale i także barwnymi fajerwerkami, których to hałas zlał się razem z korkiem. Szczeniaki nie wiedziały na co patrzeć. Na szampana rozlewającego się trochę na posadzkę, czy na sztuczne ognie za oknem. Skinąłem na nich głową, aby najpierw skupiły się na fajerwerkach, więc pobiegły na pałacowy balkon. Zacząłem nalewać musujący płyn do kieliszków, gdy Jade pilnowała maluchów. Gdy już skończyłem, wziąłem to wszystko na tacę i zaniosłem na dwór, niczym wytworny kelner królewskiego dworu, a nie młody książę. Szczeniaki z piskiem rzuciły się w moją stronę i prędko wypiły zawartość kieliszków. 
Gdy popędziły z powrotem na salę, a za nimi Jade, ja oparłem się łokciami o kamienną barierkę i obserwowałem różne kształty pojawiające się kolejno na niebie. Już mamy 2015 rok. No kto by pomyślał. Ten czas płynie zdecydowanie zbyt szybko...

sobota, 27 grudnia 2014

Od Alexnadra "Wigilia Narodzenia Shianuraoztanadesa" cz.4

Spacerowałem sobie jak to mam w zwyczaju po zaśnieżonym mieście, gdy nagle wpadła na mnie jakaś mała wadera.
- Przepraszam. - powiedziała lekko speszona.
- Nic nie szkodzi. - odparłem pomagając jej się podnieść. Zauważyłem plakat, który trzymała pod łapą. Mimo tego, że raczej się nie odzywam, zapytałem:
- Wybierasz się na bal?
- Oh, tak! A ty? - uśmiechnęła się.
- Mieszkam w Pałacu, więc chyba nie mam innego wyjścia. Jako syn władcy mam taki obowiązek.
- S-syn w-władcy? - waderka pobladła na twarzyczce. Wyglądało na to, że to kolejny wilk, który nie darzy Glorego zbytnią sympatią.
- Tak. Muszę niestety już iść. Do zobaczenia. - rzuciłem odchodząc.
***
To już ta godzina. - pomyślałem patrząc na zegarek wskazujący godzinę 17:00. Cicho wyślizgnąłem się z swojego pokoju i pomaszerowałem w stronę sali, gdzie już powinny zbierać się inne wilki. W korytarzu, przez który miałem okazję iść, ciągle pojawiały się kucharki, kelnerzy czy inni pracownicy Pałacu mający za zadanie zadbać, by wszystko przebiegło jak najlepiej. Pośród nich panował niemały zgiełk. Przepchnąłem się między nimi i wyjrzałem z balkonu na salę. Tak jak myślałem, była już pełna gości. Zlazłem powoli ze schodów. Jade od razu do mnie podeszła i poprawiając mi fryzurę gadała:
- Synuś, jak ty wyglądasz? Gorzej niż strach na wróble!
W końcu udało mi się wyrwać od matczynej nadopiekuńczości i powędrowałem do wysokiego okna wybudowanego w kierunku, w którym powinna się pojawić pierwsza gwiazdka. Stałem więc i czekałem. Nie zwracałem większej uwagi na roześmiane wilki, wesoło gawędzące ze sobą. Nawet "olałem" Florę, która mnie się pytała, czy chcę porozmawiać z jej kolegą. Nie okłamujmy się: zapewne to jej chłopak. Nie chcąc się już wtrącać, bo to nie w moim stylu nie rzucałem żadnych niemiłych uwag. W sumie... Nadal zastanawiam się, dlaczego temu Nathanielowi (czy jak mu tam było) wtedy pomogłem. No nic, było minęło. Niech się cieszy. Wtedy dostrzegłem jaśniejszy, błyskający na srebrno punkcik na niebie.
- Pierwsza gwiazda... - szepnąłem sam do siebie.
- No, no, no... Dobrze widzisz. Idę to ogłosić reszcie. - odrzekł Glory, który podszedł obok. Nawet go nie zauważyłem, ale też nie wystraszyłem. Bo po co bać się rzeczy, które wcale nie są straszne?
Już za chwilę podzieliliśmy się karpiem. Dla mnie najczęstszymi życzeniami (prócz tych tradycyjnych z serii "wesołych świąt" itd.) było chyba to, żebym znalazł sobie dziewczynę, żebym miał dużo szczeniaków, żebym miał jakieś wysokie stanowisko, żebym zaczął wreszcie normalnie rozmawiać i takie tam... Z tych ciekawszych to było chyba to, "żebym żadnej nocy ze swoją panienką nie zawalił". Oj, Mah ma naprawdę ciekawe pomysły... Cały czas mnie zaskakuje.
Później trochę "podziubałem" pierogi, bo niezbyt przepadam za potrawami wigilijnymi. Niczego innego nie ruszyłem. Nadeszła pora na prezenty... Tak naprawdę to na to najmniej czekałem. Mogło obyć się już bez tego. Oczywiście dostałem same najlepsze, tak że pozostali twierdząc po twarzach... Oddałem te prezenty innym wilkom, które mi się na nic nie zdadzą. Eh, zatrzymałem sobie tylko te 32 książki. "Po za lekturą świata nie widzi" - powtarza moja starsza siostra. A niech się wypcha, bo sama uważa, że czytanie jest głupotą.
Podczas gdy reszta sali przeszła do tańca, ja przysiadając przy stole zagłębiłem się do całej reszty w lekturze. Mah resztę wieczora spędziła na tańcu z Nathanielem, nie zwracając na wściekłe spojrzenia rzucane przez Glorego... Szczęście, że się na nich nie rzucił i nie powyrywał im flaków.